Instalacja oceniana jest zwykle w dniu odbioru, gdy wszystko jest nowe, opisane i schludnie ułożone. Prawdziwy test przychodzi pięć albo dziesięć lat później, przy pierwszej rozbudowie albo przy szukaniu przyczyny usterki.
Wtedy okazuje się, czy ktoś planował dalej niż do końca budowy. Różnica między instalacją przemyślaną a wykonaną byle jak nie polega na tym, że jedna działa, a druga nie. Obie działają. Jedna daje się rozbudować w godzinę, druga wymaga dnia pracy i kucia.
Trasa, którą da się otworzyć
Pierwszą decyzją jest sposób prowadzenia przewodów, a właściwie odpowiedź na pytanie, czy w danym miejscu ważniejszy jest wygląd, czy dostępność.
W pomieszczeniach mieszkalnych wygrywa wygląd i przewody idą pod tynkiem. W pomieszczeniach technicznych, w garażach, w kotłowniach i w obiektach użytkowych proporcja się odwraca, bo tam do instalacji trzeba się dostawać.
Stosowana w takich miejscach listwa kablowa pozwala dołożyć przewód przez samo zdjęcie pokrywy, bez żadnych prac budowlanych. To rozwiązanie, które w perspektywie dekady oszczędza wielokrotnie więcej, niż kosztuje.
Przy doborze liczą się trzy rzeczy. Przekrój dobrany z zapasem, bo listwa wypełniona w stu procentach przestaje pełnić swoją funkcję i staje się zwykłą osłoną. Podział na przegrody tam, gdzie obok siebie biegną przewody zasilające i sygnałowe, bo bez separacji zakłócenia przenoszą się na okablowanie sieciowe. Wreszcie system kształtek: narożniki, odgałęzienia i zakończenia, bez których montaż kończy się cięciem pod kątem i silikonem.
Rozsądną praktyką jest wykorzystanie najwyżej dwóch trzecich przekroju przy pierwszym montażu. Ta jedna trzecia jest tym, co odróżnia trasę, którą da się rozbudować, od takiej, którą trzeba wymienić.
Szafka licznikowa i granica odpowiedzialności

Przyłącze energetyczne kończy się w miejscu, które jest jednocześnie granicą własności i granicą odpowiedzialności. Po jednej stronie operator, po drugiej odbiorca.
Ta granica musi być fizyczna, a nie umowna. Stosowana w tym celu szafka licznikowa ma przedział licznikowy plombowany przez operatora oraz przedział odbiorcy, dostępny bez naruszania plomb.
Najczęstszy błąd polega na umieszczeniu zabezpieczeń instalacji wewnętrznej w przedziale plombowanym. Skutkiem jest sytuacja, w której przy zadziałaniu zabezpieczenia właściciel nie ma do niego dostępu i musi wzywać pogotowie energetyczne, żeby zerwać plombę.
Drugim jest brak rezerwy. Po odbiorze do tej samej obudowy trafiają kolejno: zabezpieczenie instalacji fotowoltaicznej, obwód stanowiska ładowania, ogranicznik przepięć, czasem układ zarządzania mocą. Każdy z nich zajmuje kilka modułów, a szafka wypełniona przy odbiorze oznacza wymianę obudowy przy pierwszej modernizacji.
Trzecim, specyficznym dla lokalizacji zewnętrznych, jest kondensacja. Obudowa może być całkowicie szczelna i mimo to gromadzić wodę, bo powietrze zamknięte w środku skrapla się przy nocnym spadku temperatury. Zawór wyrównawczy z membraną rozwiązuje ten problem za kilkadziesiąt złotych.
Sieć, która przestała być dodatkiem
Przez lata okablowanie strukturalne traktowano jako opcję dla entuzjastów. Dziś w domu jednorodzinnym pracuje kilkanaście urządzeń wymagających stabilnego połączenia: kamery, punkty dostępowe, falownik fotowoltaiki, ładowarka, sterowniki automatyki, telewizory.
Wszystkie te przewody muszą się gdzieś zbiegać, a miejscem do tego przeznaczonym są rozdzielnice multimedialne natynkowe, czyli obudowy przystosowane do montażu paneli krosowych, przełączników i zasilaczy.
Ich lokalizacja podlega jednej zasadzie: blisko rozdzielnicy elektrycznej, ale nie w niej. Powodem jest separacja zasilania od sygnału oraz to, że dostęp do przedziału teleinformatycznego bywa potrzebny znacznie częściej niż do zabezpieczeń.
Trzy rzeczy warto przewidzieć przy jej planowaniu. Zasilanie w postaci przynajmniej dwóch gniazd wewnątrz obudowy, bo przełącznik i router muszą się z czegoś zasilać. Wentylacja, bo urządzenia sieciowe pracują w trybie ciągłym i wydzielają ciepło. Wreszcie rezerwa miejsca, bo liczba urządzeń w tej szafce rośnie szybciej niż w rozdzielnicy elektrycznej.
Wykonanie natynkowe jest tu zwykle rozsądniejsze od podtynkowego, bo pozwala wymienić obudowę na większą bez ingerencji w ścianę, a w pomieszczeniu technicznym estetyka schodzi na dalszy plan.
Opisy, czyli dokumentacja, która przetrwa wykonawcę
Instalacja bez czytelnego opisu jest instalacją, którą przy każdej usterce trzeba rozpoznawać od nowa. To najtańszy element całej inwestycji i najczęściej pomijany.
Opis obwodów w rozdzielnicy powinien wskazywać pomieszczenia i rodzaj odbiorników, a nie same numery. Trwałość ma tu znaczenie: kartka wsunięta za drzwiczki znika po pierwszym przeglądzie, a opis wykonany drukarką etykiet zostaje na lata.
W przypadku okablowania strukturalnego oznacza się oba końce każdego przewodu, spójnie z opisem na panelu krosowym. Bez tego identyfikacja, który kabel prowadzi do którego pomieszczenia, wymaga testera i dwóch osób.
Do tego dochodzi dokumentacja powykonawcza z rzeczywistym przebiegiem tras oraz protokoły pomiarowe. Warto ją odebrać i przechowywać razem z dokumentami budynku, bo przy sprzedaży nieruchomości i przy każdym późniejszym remoncie jest jedynym źródłem informacji.
- Zostaw jedną trzecią przekroju trasy wolną przy pierwszym montażu.
- Rozdziel przedział operatora od przedziału odbiorcy tak, aby zabezpieczenia instalacji wewnętrznej pozostały dostępne.
- Umieść rozdzielnicę multimedialną osobno, z własnym zasilaniem i wentylacją.
- Opisz obwody i oba końce każdego przewodu trwałą metodą.
Wszystkie cztery punkty kosztują przy wykonaniu niewiele i żaden nie jest widoczny dla użytkownika w dniu odbioru. Ich wartość ujawnia się przy pierwszej zmianie, a każda instalacja prędzej czy później jej wymaga.
Trasy kablowe, rozdzielnice licznikowe i obudowy teleinformatyczne wraz z danymi technicznymi znajdziesz na www.onninen.pl. Parametry przywołane w tekście pochodzą z katalogu hurtowni Onninen.

Dodaj komentarz